Czasem jest tak, że ktoś coś naprawdę ciekawego napisze (na przykład tym razem Mariusz Kędziora) i temat staje się zaraźliwy. Chwilę później pisze Paweł, potem Tomek, pewnie jeszcze wiele innych osób. Chciałem skomentować, a tymczasem wyszło tak, że sam zaraziłem się tematem i piszę w postaci samodzielnej blotki. Zjawisko "zarażania się" tematami jest interesujące i pewnie ktoś mądrzejszy niż ja poważniej nim się zajmuje, ale i dla mnie pozostaje fascynujące.
Rozwój specjalisty IT, to dla mnie to są zawsze trzy aspekty:
Moje podejście jest w specyficzny sposób skrzywione, ponieważ pracuję jako konsultant. W efekcie widzę wiele środowisk wyrywkowo a nie jedno do samego końca. Ma to swoje wady i zalety i powoduje specyficzną degenerację. Jeden z jej aspektów opisywałem rok temu w blotce "Skrzywienie konsultanta", ale dotyka to również ogólnego rozwoju. Tak więc moje odczucia są subiektywne i tak proszę je traktować.
Na koniec jeszcze o doświadczeniu. Można przeczytać tysiąc książek, można zdać wszystkie egzaminy i być specjalistą na wszystkich branżowych forach. Ale to godziny w serwerowni (również te przez RDP) tak naprawdę coś wnoszą do prawdziwego rozwoju. To się kumuluje, zbiera i łącznie tworzy prawdziwą wiedzę. Może przesadzam, ale od pewnego czasu odnoszę wrażenie, że w danej dziedzinie trzeba mieć dwucyfrową liczbę lat zawodowego doświadczenia, żeby móc stwierdzić "naprawdę coś umiem". Za to osiągnięta w ten sposób satysfakcja nie ma sobie równych.
Autor: Grzegorz Tworek [MVP]
Wiedziałem, że i Ty się nie powstrzymasz :-D
Skomentuję parafrazą reklamy:
Training Kit - 170 zł, egzamin certyfikacyjny - 80 USD, satysfakcja z naprawienia problemu u klienta - bezcenne... ;-)
Zgadzam się z tym, ale skomentuję przyziemnie:
Taka satysfakcja to jak rodzynki w cieście. Ważne i umilają życie, ale najeść się nimi trudno ;)
Trzeba jeszcze kogoś przekonać, że klient jest gotowy za rozwiązanie problemu zapłacić. I to już niekoniecznie jest bezcenne.
Ja swój komentarz na ten temat zostawiłem u Mariusza, ale czytając Twój wpis dochodzę do wniosku, że przede mną jeszcze daleka droga. :) Owszem, mam wiedzę i pasję, gorzej z tym trzecim punktem. Do dwucyfrowego doświadczenia mi niedaleko, aczkolwiek nie w branży IT. I pewnie właśnie dlatego nie w IT... A szkoda, bo jest i "jakaś tam" wiedza i pasja prawdziwa. Czy na taki przykład masz radę? ;)
Spokojnie... ;) Nikt nie rodzi się z dwucyfrowym doświadczeniem, a gdybym miał 50 lat doświadczenia, pewnie napisałbym, że trzeba mieć 50.
Daleka droga jest przed każdym z nas i raczej chciałem zwrócić uwagę na źródła wiedzy i sposób rozwoju.
Jeżeli chodzi o radę, to wynika ona chyba (choć pewnie mało jasno) z treści: PROJEKTY. Póki nie zaczniesz swojej wiedzy przekładać na coś, co faktycznie ma służyć użytkownikom - cały rozwój nie jest pełnowartościowy. Przede wszystkim jest oderwany od realiów i nawet jeżeli wiesz tyle, że mógłbyś książkę napisać, to zderzony z praktykiem zorientujesz się jak niewiele potrafisz.
Teoretycy oczywiście też muszą istnieć, ale jak napisałem - patrzę na świat z pozycji konsultanta i to takie realia opisuję.
Ja od pewnego czasu właśnie musiałem zastopować numer (3), czyli projekty. Stąd też się wziął mój post poniekąd. Ale póki co, na tym etapie mojej pracy - jestem jednak bardzo zadowolony z tego co robię, a na projekty możliwe, że przyjdzie jeszcze kiedyś czas :)
Ale tak zgadzam się z Grześkiem - bez tego ostatniego elementu nie ma się chyba tak wielkiej satysfakcji przy rozwiązywaniu problemów. U mnie pozostaje tylko "lizanie lizaka przez papierek" - czyli zadowolenie jak moja teoretyczna zazwyczaj odpowiedź komuś pomaga :)
Grzegorz, problem w tym, że pracodawca woli praktyka niźli teoretyka i nie ma się temu co dziwić. Jednakże odwieczny dylemat w tej sytuacji powstaje, a mianowicie jak teoretyk ma się "przekształcić" w praktyka...? I kółko się zamyka, ale to pewnie dyskusja raczej na więcej niż dwa/trzy zdania.
Mariusz, owszem, można mieć satysfakcje pod warunkiem, że więcej się od siebie nie wymaga oprócz tych dwóch pierwszych punktów. :)
Inaczej... więcej jest pracodawców potrzebujących praktyków niż teoretyków.
Nadzieją dla ludzi bez doświadczenia jest odrobina odwagi połączona ze zdrowym rozsądkiem. Każdy kiedyś zaczynał i jeżeli tylko druga strona to rozumie i zaufa (stąd ten wymóg rozsądku) - można to zamknięte kółko rozerwać.
Super. Bardzo dobrze się czyta. Punkt 1 i 2 są na stałe wpisane w moje życie. Punkt 3 - mam nadzieję że jeszcze przede mną :)
Ja bym dopisał punkt 4.Zagadki. Czasami jest po prostu tak, że coś działało i przestało. I pomimo przeszukania pobieżnego środowiska, stwierdzenia że wszystko jest tak jak zawsze, i to powinno działać, to coś nie działa. I wtedy zaczyna się prawdziwe wyzwanie, aby zdiagnozować przyczynę problemu. Wtedy nierzadko jest się zmuszonym przekroczyć granicę swojej niewiedzy, po to aby rozwiązać zagadkę. Bo niestety nie wszystko można znaleźć w googlu, a przeważnie problem rozwiązać trzeba. A przynajmniej wymyśleć taką przyczynę tego problemu, abyśmy siebie sami i klienta przekonali że problemu się z tego powodu rozwiązać nie da. A zagadki przeważnie pokazują, że tak naprawdę o produktach które powinniśmy doskonale znać nie wiemy wszystkiego - bo jeśli byśmy wiedzieli, to przecież nie byłoby zagadki.
A jeśli chodzi o doświadczenie - hmm.. doświadczenie doświadczeniu nie równe. Według mnie, przeważnie w 2 lata da się bardzo dobrze opanować dowolny produkt z IT, w stopniu wystarczającym do wykonywania większości zadań. Dodatkowy czas, to przeważnie umiejętności dodatkowe - albo poszerzenie wiedzy o nowe produkty/technologi. Albo rozwój właśnie w kierunku teoretycznym - tzn. wiem jak coś zrobić, i nawet potrafię wytłumaczyć dlaczego to tak działa. I znaleźć wzorzec, które posiadają podobnej klasy systemy - w związku z czym nie powinienem mieć problemu z nauczeniem się systemu konkurencji.
Taki typowy przykład - ISA Server rok temu, przed premierą TMG. Mimo że ktoś miał doczyniena z ISA od roku 2000, kiedy została pod tą nazwą wypuszczona na rynek, i w 2009 miał 9 lat doświadczenia z produktem, to tak naprawdę znał się tylko na jednym podejściu do tematu - Microsoftowym. Miał ogormną porcję wiedzy, która po wypuszczeniu ISA 2004 musiała być mocno zaktualizowana, ale przez kolejne 4 lata się pogłębiała. Tylko że klienci wtedy woleli wybrać rozwiązania konkirencji, które zapewniały praktycznie wszystko to co ISA, plus całą otoczkę tworzącą z zapory ogniowej i proxy UTM-a. A ucząc się od początku obsługi UTM-ów dowolnego producenta, specjalista po 9-latach różni się tym od kogoś początkującego że lepiej się porusza po środowisku administratorów sieci,wie jakie pytania zadają klienci, i wie mniej więcej gdzie mogą się pojawić problemy. Ale taką wiedzę można zdobyć w zdecydowanie krótszym czasie.
Cóż,o programistach COBOL-a czy Fortrana przeważnie już większość osób zapomniała. A dzięki składni tych języków i sposobie pisania programów, osoby z znajomością tych języków praktycznie musiały się uczyć programowania pod czymś nowocześniejszym od początku. Praktycznie, gdyż zostały pewne schematy. Ale akurat część doświadczenia z funkcyjnych języków programowania może w obiektowych przeszkadzać.
Tak więc jeśli chodzi o doświadczenie - tak, jest pewna teoria niezmienna przez wiele lat - jak chociażby podstawy jądra WIndows. Są pewne schematy w IT które są niezmienne - jak chociażby typowe pytania na rozmowach z klientami. Ale według mnie za dużo się zmienia, aby doświadczenie kilkunastoletnie miało ogromne znaczenie. W szczególności że część technologii/produktów/rozwiązań nie ma nawet tylu lat (jak chociażby chmura), i przez dłuższy okres czasu nawet nie była brana pod uwagę.
Prawdopodobnie mam takie podejście z powodu mojego skromnego doświadczenia w porównaniu z Grzesiem, i pewnie po jakimś czasie mi się zmieni : )
"Cóż,o programistach COBOL-a czy Fortrana przeważnie już większość osób zapomniała." - nowych rzeczy może się nie tworzy. Ale tacy programiści istnieją i może ich praca jest mało rozwojowa, za to naprawdę bardzo dobrze płatna, zwłaszcza za oceanem. Co kto lubi...
Jeżeli chodzi o doświadczenie, to oczywiście nie mam na myśli pojedynczego produktu. Po 10 latach on i tak jest przestarzały tak jak piszesz. Raczej ogólny kierunek właśnie.
A twoje doświadczenie Krzyś, mimo że w latach teoretycznie krótsze, naprawdę możesz liczyć podwójnie albo potrójnie. Niektórzy tak mają (jakaś tajemnicza cecha charakteru) i szczerze tego zazdroszczę :)
W pełni się z Tobą zgadzam, Grzesiu ...prawie ;-)
Ośmielę się wtrącić, że mamy tu jednak do czynienia z małym PARADOKSEM.
Twój "przepis" na sukces/rozwój jest wewnętrznie sprzeczny (a raczej niepełny) - otóż wraz z nabieraniem doświadczenia (ja już kwalifikuję się do dwóch cyferek lat praktyki) pojawia się efekt "zmęczenia materiału" czasami nazywany wypaleniem zawodowym.
Pasja z czasem gaśnie, zmienia się perspektywa. Wraz z założeniem rodziny (dzieci) rośnie lawinowo zapotrzebowanie na $$ oraz wolny czas (od pracy) a poziom satysfakcji z "naprawdę coś umiem" słabnie.
Wiesz, że podobnie jak Ty pracuję jako konsultant/wdrożeniowiec (sądzę, że bardziej trafne byłoby określenie "troubleshooter") i z racji tego mam ciągle do czynienia z nowościami.
I chyba dzięki tym nowościom moja pasja nie wygasła.
A co do samej wyliczanki aspektów należałoby dodać moim zdaniem najważniejszy punkt, który umożliwia szaremu pracownikowi "skok w nadprzestrzeń" - należy mieć OTWARTY UMYSŁ i nie ograniczać się do jednego "słusznego" toku rozumowania.