Rozwój w IT

Rozwój w IT

  • Comments 11
  • Likes

Czasem jest tak, że ktoś coś naprawdę ciekawego napisze (na przykład tym razem Mariusz Kędziora) i temat staje się zaraźliwy. Chwilę później pisze Paweł, potem Tomek, pewnie jeszcze wiele innych osób. Chciałem skomentować, a tymczasem wyszło tak, że sam zaraziłem się tematem i piszę w postaci samodzielnej blotki. Zjawisko "zarażania się" tematami jest interesujące i pewnie ktoś mądrzejszy niż ja poważniej nim się zajmuje, ale i dla mnie pozostaje fascynujące.

Rozwój specjalisty IT, to dla mnie to są zawsze trzy aspekty:

  1. Wiedza o wszystkim po trochę. Bo potrzeba. Bo klient zapyta albo kolega. Bo handlowcowi trzeba pomóc. Bo nie wypada nie wiedzieć. Przy czym nie jest to wiedza szczegółowa, tylko raczej ogólne doświadczenie podpowiadające, że skoro w pięciu produktach jest podejście X, to sam fakt wspomnienia o tym w ulotce szóstego, też pozwala spodziewać się podobnych sytuacji. Ta wiedza to oczywiście za mało, ale trzeba ją mieć, żeby się nie ograniczyć do wąskiej specjalizacji. Z czasem przekształca się w któryś z pozostałych obszarów, ale dość chyba przypadkowo, czyli nie zawsze w sposób zależny od woli danego specjalisty.
  2. Pasja. To coś, w czym dłubiesz, bo lubisz. I z konieczności wiesz coraz więcej, znasz ludzi, dyskutujesz, czasem blogujesz. To wspaniale rozwija również dlatego, że daje wiedzę nie jednorazowo, ale od lat, przez kolejne produkty, alternatywy, dodatki, pasjonatów i twórców. Taka pasja spokojnie sobie ewoluuje i normalne jest, że przy spojrzeniu wstecz widać, że lekko się skręciło z drogi, która wcześniej wydawała się jedynie słuszna. Nie ma (w mojej opinii) w tym nic złego, bo zdobyte wcześniej wiedza i doświadczenie zostają już w głowie i zwykle są bardzo wartościowe.
  3. Projekty. Czyli prawdziwy poligon. To jest ten moment, kiedy wiedzę teoretyczną (szczegółową albo i nie) trzeba przełożyć na wdrożenie w konkretnym środowisku, dla konkretnego użytkownika. I okazuje się, że nic co wiedziałeś dotychczas nie jest takie jak się wcześniej wydawało. Jeżeli projekt nie jest "masówką" i nie robiłeś wcześniej dwudziestu identycznych wdrożeń, to rozpoczyna się prawdziwa walka z materią. Bo każde środowisko jest inne. Bo nie wiedziałeś, że produkt ma pewne ograniczenia, bo nie wszystko działa tak jak w dokumentacji napisali, bo klient ma specyficzne środowisko, bo trzeba zapytać wyszukiwarki co oznacza error cośtam. Po takim projekcie wiesz więcej i dokłada się to do puli łącznej wiedzy w postaci doświadczenia.

Moje podejście jest w specyficzny sposób skrzywione, ponieważ pracuję jako konsultant. W efekcie widzę wiele środowisk wyrywkowo a nie jedno do samego końca. Ma to swoje wady i zalety i powoduje specyficzną degenerację. Jeden z jej aspektów opisywałem rok temu w blotce "Skrzywienie konsultanta", ale dotyka to również ogólnego rozwoju. Tak więc moje odczucia są subiektywne i tak proszę je traktować.

Na koniec jeszcze o doświadczeniu. Można przeczytać tysiąc książek, można zdać wszystkie egzaminy i być specjalistą na wszystkich branżowych forach. Ale to godziny w serwerowni (również te przez RDP) tak naprawdę coś wnoszą do prawdziwego rozwoju. To się kumuluje, zbiera i łącznie tworzy prawdziwą wiedzę. Może przesadzam, ale od pewnego czasu odnoszę wrażenie, że w danej dziedzinie trzeba mieć dwucyfrową liczbę lat zawodowego doświadczenia, żeby móc stwierdzić "naprawdę coś umiem". Za to osiągnięta w ten sposób satysfakcja nie ma sobie równych.

Autor: Grzegorz Tworek [MVP]

Comments
  • Wiedziałem, że i Ty się nie powstrzymasz :-D

    Skomentuję parafrazą reklamy:

    Training Kit - 170 zł, egzamin certyfikacyjny - 80 USD, satysfakcja z naprawienia problemu u klienta - bezcenne... ;-)

  • Zgadzam się z tym, ale skomentuję przyziemnie:

    Taka satysfakcja to jak rodzynki w cieście. Ważne i umilają życie, ale najeść się nimi trudno ;)

    Trzeba jeszcze kogoś przekonać, że klient jest gotowy za rozwiązanie problemu zapłacić. I to już niekoniecznie jest bezcenne.

  • Ja swój komentarz na ten temat zostawiłem u Mariusza, ale czytając Twój wpis dochodzę do wniosku, że przede mną jeszcze daleka droga. :) Owszem, mam wiedzę i pasję, gorzej z tym trzecim punktem. Do dwucyfrowego doświadczenia mi niedaleko, aczkolwiek nie w branży IT. I pewnie właśnie dlatego nie w IT... A szkoda, bo jest i "jakaś tam" wiedza i pasja prawdziwa. Czy na taki przykład masz radę? ;)

  • Spokojnie... ;) Nikt nie rodzi się z dwucyfrowym doświadczeniem, a gdybym miał 50 lat doświadczenia, pewnie napisałbym, że trzeba mieć 50.

    Daleka droga jest przed każdym z nas i raczej chciałem zwrócić uwagę na źródła wiedzy i sposób rozwoju.

    Jeżeli chodzi o radę, to wynika ona chyba (choć pewnie mało jasno) z treści: PROJEKTY. Póki nie zaczniesz swojej wiedzy przekładać na coś, co faktycznie ma służyć użytkownikom - cały rozwój nie jest pełnowartościowy. Przede wszystkim jest oderwany od realiów i nawet jeżeli wiesz tyle, że mógłbyś książkę napisać, to zderzony z praktykiem zorientujesz się jak niewiele potrafisz.

    Teoretycy oczywiście też muszą istnieć, ale jak napisałem - patrzę na świat z pozycji konsultanta i to takie realia opisuję.

  • Ja od pewnego czasu właśnie musiałem zastopować numer (3), czyli projekty. Stąd też się wziął mój post poniekąd. Ale póki co, na tym etapie mojej pracy - jestem jednak bardzo zadowolony z tego co robię, a na projekty możliwe, że przyjdzie jeszcze kiedyś czas :)

    Ale tak zgadzam się z Grześkiem - bez tego ostatniego elementu nie ma się chyba tak wielkiej satysfakcji przy rozwiązywaniu problemów. U mnie pozostaje tylko "lizanie lizaka przez papierek" - czyli zadowolenie jak moja teoretyczna zazwyczaj odpowiedź komuś pomaga :)

  • Grzegorz, problem w tym, że pracodawca woli praktyka niźli teoretyka i nie ma się temu co dziwić. Jednakże odwieczny dylemat w tej sytuacji powstaje, a mianowicie jak teoretyk ma się "przekształcić" w praktyka...? I kółko się zamyka, ale to pewnie dyskusja raczej na więcej niż dwa/trzy zdania.

    Mariusz, owszem, można mieć satysfakcje pod warunkiem, że więcej się od siebie nie wymaga oprócz tych dwóch pierwszych punktów. :)  

  • Inaczej... więcej jest pracodawców potrzebujących praktyków niż teoretyków.

    Nadzieją dla ludzi bez doświadczenia jest odrobina odwagi połączona ze zdrowym rozsądkiem. Każdy kiedyś zaczynał i jeżeli tylko druga strona to rozumie i zaufa (stąd ten wymóg rozsądku) - można to zamknięte kółko rozerwać.

  • Super. Bardzo dobrze się czyta. Punkt 1 i 2 są na stałe wpisane w moje życie. Punkt 3 - mam nadzieję że jeszcze przede mną :)

  • Ja bym dopisał punkt 4.Zagadki. Czasami jest po prostu tak, że coś działało i przestało. I pomimo przeszukania pobieżnego środowiska, stwierdzenia że wszystko jest tak jak zawsze, i to powinno działać, to coś nie działa. I wtedy zaczyna się prawdziwe wyzwanie, aby zdiagnozować przyczynę problemu. Wtedy nierzadko jest się zmuszonym przekroczyć granicę swojej niewiedzy, po to aby rozwiązać zagadkę. Bo niestety nie wszystko można znaleźć w googlu, a przeważnie problem rozwiązać trzeba. A przynajmniej wymyśleć taką przyczynę tego problemu,  abyśmy siebie sami i klienta przekonali że problemu się z tego powodu rozwiązać nie da. A zagadki przeważnie pokazują, że tak naprawdę o produktach które powinniśmy doskonale znać nie wiemy wszystkiego - bo jeśli byśmy wiedzieli, to przecież nie byłoby zagadki.

    A jeśli chodzi o doświadczenie - hmm.. doświadczenie doświadczeniu nie równe. Według mnie, przeważnie w 2 lata da się bardzo dobrze opanować dowolny produkt z IT, w stopniu wystarczającym do wykonywania większości zadań. Dodatkowy czas, to przeważnie umiejętności dodatkowe - albo poszerzenie wiedzy o nowe produkty/technologi. Albo rozwój właśnie w kierunku teoretycznym - tzn. wiem jak coś zrobić, i nawet potrafię wytłumaczyć dlaczego to tak działa. I znaleźć wzorzec, które posiadają podobnej klasy systemy - w związku z czym nie powinienem mieć problemu z nauczeniem się systemu konkurencji.

    Taki typowy przykład - ISA Server rok temu, przed premierą TMG. Mimo że ktoś miał doczyniena z ISA od roku 2000, kiedy została pod tą nazwą wypuszczona na rynek, i w 2009 miał 9 lat doświadczenia z produktem, to tak naprawdę znał się tylko na jednym podejściu do tematu - Microsoftowym. Miał ogormną porcję wiedzy, która po wypuszczeniu ISA 2004 musiała być mocno zaktualizowana, ale przez kolejne 4 lata się pogłębiała. Tylko że klienci wtedy woleli wybrać rozwiązania konkirencji, które zapewniały praktycznie wszystko to co ISA, plus całą otoczkę tworzącą z zapory ogniowej i proxy UTM-a. A ucząc się od początku obsługi UTM-ów dowolnego producenta, specjalista po 9-latach różni się tym od kogoś początkującego że lepiej się porusza po środowisku administratorów sieci,wie jakie pytania zadają klienci, i wie mniej więcej gdzie mogą się pojawić problemy. Ale taką wiedzę można zdobyć w zdecydowanie krótszym czasie.

    Cóż,o programistach COBOL-a czy Fortrana przeważnie już większość osób zapomniała. A dzięki składni tych języków i sposobie pisania programów, osoby z znajomością tych języków praktycznie musiały się uczyć programowania pod czymś nowocześniejszym od początku. Praktycznie, gdyż zostały pewne schematy. Ale akurat część doświadczenia z funkcyjnych języków programowania może w obiektowych przeszkadzać.

    Tak więc jeśli chodzi o doświadczenie - tak, jest pewna teoria niezmienna przez wiele lat - jak chociażby podstawy jądra WIndows. Są pewne schematy w IT które są niezmienne - jak chociażby typowe pytania na rozmowach z klientami. Ale według mnie za dużo się zmienia, aby doświadczenie kilkunastoletnie miało ogromne znaczenie. W szczególności że część technologii/produktów/rozwiązań nie ma nawet tylu lat (jak chociażby chmura), i przez dłuższy okres czasu nawet nie była brana pod uwagę.

    Prawdopodobnie mam takie podejście z powodu mojego skromnego doświadczenia w porównaniu z Grzesiem, i pewnie po jakimś czasie mi się zmieni : )

  • "Cóż,o programistach COBOL-a czy Fortrana przeważnie już większość osób zapomniała." - nowych rzeczy może się nie tworzy. Ale tacy programiści istnieją i może ich praca jest mało rozwojowa, za to naprawdę bardzo dobrze płatna, zwłaszcza za oceanem. Co kto lubi...

    Jeżeli chodzi o doświadczenie, to oczywiście nie mam na myśli pojedynczego produktu. Po 10 latach on i tak jest przestarzały tak jak piszesz. Raczej ogólny kierunek właśnie.

    A twoje doświadczenie Krzyś, mimo że w latach teoretycznie krótsze, naprawdę możesz liczyć podwójnie albo potrójnie. Niektórzy tak mają (jakaś tajemnicza cecha charakteru) i szczerze tego zazdroszczę :)

  • W pełni się z Tobą zgadzam, Grzesiu ...prawie ;-)

    Ośmielę się wtrącić, że mamy tu jednak do czynienia z małym PARADOKSEM.

    Twój  "przepis" na sukces/rozwój jest wewnętrznie sprzeczny (a raczej niepełny) - otóż wraz z nabieraniem doświadczenia (ja już kwalifikuję się do dwóch cyferek lat praktyki) pojawia się efekt "zmęczenia materiału" czasami nazywany wypaleniem zawodowym.

    Pasja z czasem gaśnie, zmienia się perspektywa. Wraz z założeniem rodziny (dzieci) rośnie lawinowo zapotrzebowanie na $$ oraz wolny czas (od pracy) a poziom satysfakcji z "naprawdę coś umiem" słabnie.

    Wiesz, że podobnie jak Ty pracuję jako konsultant/wdrożeniowiec (sądzę, że bardziej trafne byłoby określenie "troubleshooter") i z racji tego mam ciągle do czynienia z nowościami.

    I chyba dzięki tym nowościom moja pasja nie wygasła.

    A co do samej wyliczanki aspektów należałoby dodać moim zdaniem najważniejszy punkt, który umożliwia szaremu pracownikowi "skok w nadprzestrzeń" - należy mieć OTWARTY UMYSŁ i nie ograniczać się do jednego "słusznego"  toku rozumowania.

Your comment has been posted.   Close
Thank you, your comment requires moderation so it may take a while to appear.   Close
Leave a Comment